- Weeź, Ellie z Calvinem pobili Rihannę. - próbowałam przekonać do swojej racji Harry'ego.- Riri ma w "Stay" fajne cycki. - odparł Hazza. Klapnęłam go po ramieniu i zaśmiałam się.
- A ty wciąż o jednym. - powiedziałam.
- No o tobie. - Hazza wyszczerzył ząbki. Poczułam, że lekko się zarumieniłam. Kiedy się spotykaliśmy dwa lata temu zachowywaliśmy się swobodnie, a teraz nie za bardzo nam to wychodziło. Pomyślałam, że warto zmienić temat.
- To gdzie idziemy ?- zapytałam.
- A gdzie królewna chce iść ? - spytał mnie Harry.
- Hahah, chodźmy coś zjeść. Wyciągnąłeś mnie z domu bez śniadania. - powiedziałam.
- No więc idziemy do Nando's - odparł Hazza.
- Nie, chodźmy zjeść do jakiejś restauracji. Wiesz, jak kiedyś. - poprosiłam. Rzeczywiście kiedyś Harry zabierał mnie tylko do restauracji, aby było romantycznie. Teraz chciał mnie zaciągnąć do Nando's.
- No ale po co ? - zapytał mnie Harry najzwyczajniej w świecie. Te pytanie trochę zabolało. Kiedyś nie musiałam go namawiać, zawsze szliśmy do jakiejś restauracji...
- Jak nie chcesz to nie... - zaczęłam nieco skrępowana.
- Nawet nie jesteś odpowiednio ubrana do takiej restauracji. - powiedział Loczek. No dobra przesadził. Mojego stylu się nie kwestionuję i on dobrze o tym wiedział. W tym momencie miałam ochotę po prostu uciec, ale pomyślałam, że to głupio by wyglądało.
- Nie przesadzasz ? -zapytałam próbując powstrzymać gniew.
- Nie, no coś ty. - nagle poczułam jego rękę na swoim biodrze. natychmiast ją odrzuciłam i przyśpieszyłam kroki.
- No co ty robisz ? - zapytał zdezorientowany Harry. Stanął tam gdzie ja przyśpieszyłam i patrzył jak ja szybko odchodzę. Weszłam do parku, gdzie dźwięk jeżdżących samochodów ucichł. Słychać było tylko szum wody z fontanny do której podeszłam i usiadłam na jej brzegu. Włożyłam twarz w dłonie starając się nie popłakać. Coś się między mną, a Hazzą popsuło. Chyba oboje dorośliśmy...to znaczy on, ja nie. Zaczęłam obserwować ludzi przechodzących przez park. Było tyle zakochanych par. Miałam ochotę krzyknąć do nich, żeby zeszli mi wszyscy z oczu. Jak bym nie była aż tak smutna pewnie bym tak zrobiła. Nagle zauważyłam biegnącego w moją stronę Louisa.
- Hej. - powiedział zdyszany.
- Cześć. - odpowiedziałam smutno.
- Opowiadaj co się stało. - poprosił Lou.
- A ty skąd wiesz ? - zapytałam.
- Hazza to mój najlepszy kumpel od razu do mnie zadzwonił i teraz cię szuka. - odpowiedział brunet.
- No to nie znajdzie. - odparłam i wzruszyłam ramionami.
- No mów. - rozkazał Lou. Więc opowiedziałam mu o poranku i o całym spacerze. Kiedy skończyłam był nieźle wkurzony.
- Przecież on nigdy nie zwracał uwagi na twój.. - mówił Louis ale mu przerwałam.
- No właśnie. - do oczu napłynęły mi łzy. Otarłam je rękawem.
- Oj, nie płacz pogodzicie się. - próbował pocieszyć mnie Lou. Na te słowa buchnęłam głosnym płaczem.
*Oczami Louisa*
Cher wybuchła nagłym płaczem i ukryła twarz w zagłębieniu mojego ramienia.
- Ty go naprawdę kochasz ?- zapytałem czując, ze wchodzę na grząski grunt. Ona na sekundę tylko uniosła twarz z rozmazanym makijażem, pokiwała głową i znowu wparła się w moje zagłębienie.
***
Tu macie jakąś relacje Cher+Louis.
Jutro bd kolejny rozdział bo dziś już nie dam rady dobranoc wam : ***
mój ask *.*
Mój tt <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz